Tekst z katalogu towarzyszącego wystawie pt: Janusz Antoszczyk obrazy Listopad 1993,
Galeria Zapiecek

autor tekstu: Milena Romanowska


Świat, w którym przyszło nam żyć, jest przerażająco chaotyczny. Co dzień bombardują nas tysiące informacji i migawkowych obrazów – tych realnych i tych przetworzonych.Szczególnie mocno odczuwamy
to w czasie podróży – przemieszczania się w obce otoczenie, pełne nowych krajobrazów, kolorów, kształtów.
Temu chaosowi, natłokowi wrażeń, przeciwstawia się bardzo ludzka potrzeba porządkowania rzeczywistości, hierarchizowania jej. Kreacja plastyczna wypływa często z chęci syntetyzowania zewnętrznych obrazów,
poddania ich własnemu estetycznemu porządkowi.
Malarska wyobraźnia Janusz Antoszczyka karmi się tym, co rzeczywiste: pejzażem, sylwetką ludzką, codziennym przedmiotem. Antoszczyk nie operuje jednak konkretem, posługuje się raczej szczególnym "alfabetem" wizualnym. Znaki składające się na ten alfabet są maksymalnie uproszczone, można by je określić, jako esencję realności.
Na płótnach artysty wszystkie kształty poddane są podobnym, magicznym prawom. Zaciera się granica pomiędzy ptakiem a rośliną, miedzy zarysem twarzy a słońcem. Każda forma ma szanse na metamorfozę, uchwycona została w swojej zmienności. Z czysto malarskiego punktu widzenia, kompozycjami Antoszczyka rządzą bliskie geometrii podziały. Założone płaskimi plamami powierzchnie dźwięczą mocnym, nasyconym kolorem. Kontrastowe zestawienia barw, podkreślają ostre odgraniczenie poszczególnych kształtów od siebie.
Niektóre formy określa linia zygzakowata, falista, budowana grubymi pociągnięciami pędzla. Układy kompozycyjne, robiąc wrażenie abstrakcyjnych – opierają się często na syntetycznej wizji pejzażu, pozbawionej iluzji przestrzeni. Malarz sięga także chętnie do komponowania "obrazu w obrazie", wprowadza formę pozornej, wewnętrznej ramy. Widać to, zwłaszcza w ostatnich pracach, inspirowanych motywem martwej natury z kwiatami. Płaską plamę "ramy", otaczającej elementy roślinne, rozbijają rytmiczne elementy, przypominające wzory tapiserii.
Pewna dekoracyjność w zestawieniu powierzchni barwnych i rodzaj nasycenia ultramaryn, szmaragdowych zieleni, ciepłych fioletów – przywodzi na myśl malarstwo Matisse'a. Ta bliskość sztuki Janusza Antoszczyka
i twórczości francuskiego mistrza, nie jest zresztą ani powierzchowna ani przypadkowa. Przez obydwie przebija spontaniczna, sensualna radość pokazywania wielości kształtów, i zarazem wyszukiwania ich prostoty.
Taki rodzaj radości, trudno odnaleźć we współczesnej sztuce, często programowo antyestetycznej i ponurej. Janusz Antoszczyk kreuje swój "malarski ogród", nie bojąc się nawiązywania do dobrej tradycji w sztuce.