Nie tylko dekoracja

autor: Krzysztof Jurecki 2000r.


Janusz Antoszczyk należy do średniej generacji łódzkich malarzy. Jego styl nie ma w Łodzi żadnych analogii
i nie ma nic wspólnego z miejscową tradycją konstruktywizmu. Ma to oczywiście swe konsekwencje, polegające
na trudności w akceptacji jego malarstwa, a ostatnio także grafiki, tworzonej w technice serigrafii, wykonywanych
w Centrum Sitodruku.
Twórczość Antoszczyka, rozwijana od II połowy lat 80-tych, sięga do kilku źródeł. Z jednej strony jest to tradycja kultury o charakterze zabawowym, wywodząca się z Juana Miro, luźno związanego z ruchem surrealistycznym. Z drugiej, sięganie do mitologii wieku dziecięcego. Świat w takim wydaniu jest kolorowy, uproszczony i rządzi się własnymi prawami. Pojawiają się w nim, podobnie jak w krainie Oz, niesamowite stwory, będące połączeniem istot realnych i fantastycznych, ludzi i zwierząt.
Siła imaginacji twórczej powołuje nową realność. Świat Antoszczyka tworzony jest oczywiście z pozycji osoby dorosłej, która wyraża swe przemyślenia na temat historii najnowszej (np. wydarzeń w byłej Jugosławii), nieśmiertelnych tematów artystycznych takich jak martwa natura, czy pejzaż Kazimierza Dolnego.
Istotnym atutem jego sztuki jest konstruowanie nowych form, które są jednak adekwatne do obrazu rzeczywistego świata. Można je uznać za meta–artystyczną realność.
Artysta świadomie pewne tematy pozostawił do dalszej eksploracji. Uważa, że tradycja kolorystyczna rozpoczęta przez fowistów (np. Henri Matisse), a kontynuowana przez polskich kolorystów (np. Artur Nacht-Samborski), jest w dalszym ciągu niedokończonym projektem artystycznym, do którego kiedyś zamierza powrócić.
Uważnie śledząc jego twórczość, możemy zapoznać się z rozwojem świadomości, która powołuje do życia kolejne formy bytu artystycznego. Bogata gama kolorystyczna, uproszczony rysunek kojarzą się przede wszystkim z dekoracją, co wielu odbiorcom nie pozwala dostrzec głębszych znaczeń, czy przynajmniej ich poszukiwań.
Dość często artysta stosuje formułę polegającą na malowaniu obrazu w obrazie, co stwarza rodzaj dodatkowej iluzji, stosowanej chętnie przez tak znakomitych mistrzów pędzla jak J. Nowosielski, czy S. Fijałkowski.
Ale ważniejszą cechą twórczości Antoszczyka jest skrywany, czy raczej nie eksponowany erotyzm, przenikający niemal wszystko, lecz pozbawiony witalnej siły, jak też fotograficznej dosłowności.
Od kilku lat Antoszczyk zajmuje się grafiką. Konkretyzując, zmienił rysunkową akwafortę z lat 80-tych na malarski sitodruk, który w jego wypadku jest transpozycją malarstwa. Jest ono nie tyle wzorem, co swobodnym modelem, służącym do tworzenia nowych koncepcji twórczych, składających się z intensywnego koloru.
W ostatnich pracach pojawiły się sylwety aniołów, które być może nadadzą realizacjom głębsze znaczenie. Niektóre wcześniejsze obrazy przedstawiały pierwotne totemy o magicznym charakterze, a swym stylem nawiązywały do popularnego w latach 80-tych na Zachodzie " Neue Wilde ''. Źródła twórczości Antoszczyka
są wielowarstwowe. W różnym czasie, z różnym temperamentem, sięga do różnych źródeł. Być może kiedyś osiągnie rodzaj groteskowego stylu, jakim od lat 70-tych operuje E. Dwurnik, krytycznie postrzegający społeczeństwo polskie. Kilka lat temu, gdy po raz pierwszy zobaczyłem płótna Antoszczyka, nie mogłem zaakceptować takiego punktu widzenia łódzkiego twórcy. Wydawało mi się, że w ówczesnym artystycznym świecie, nie ma miejsca na tego typu eksploracje. Ale zmieniłem zdanie. Poszukiwania w świecie realności i fantazji, a konkretnie na ich styku, wydają się być nadal możliwą droga artystyczną. Artysta nieustannie tworzy, jak to kiedyś trafnie określiła M.Romanowska, " malarski ogród '', operując własnym rodzajem " alfabetu ''.
Wiara i poddanie się artystów sztywno zakreślonym przez krytyków i historyków sztuki granicom twórczości
(nie mówiąc o filozofach), niejednego twórcę zawiodły do nikąd. Twórczość powinna przede wszystkim wypływać
z ideowej postawy samego artysty, a dopiero później podlegać konkretyzacji, choć oczywiście można wskazać wyjątki.